Burzmy wszystko co stare
Miałem pisać o świetnym koncercie czterech narodów, który odbył się w sobotę w ramach białostockich juwenaliów, ale w międzyczasie wzburzyło mnie nieco inne wydarzenie, więc o samym koncercie napiszę następnym razem, a tymczasem do rzeczy!
Otóż, jak donosi białostocka Gazeta Wyborcza http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,3722
bodaj w piątek płonął w Białymstoku jeden z już nielicznych ocalałych drewnianych budynków z końca XIX lub początku XX wieku. Wydawałoby się, że to nic nadzwyczajnego, kolejny płonący drewniany budynek. Tyle, że w tym mieście, które ze swej dawnej tkanki zachowało naprawdę niewiele, i w krajobrazie architektonicznym, i w duszach mieszkańców, i w strukturze narodowościowej czy społecznej, to jednak wydarzenie dość ważne.
Po pierwsze, ubył kolejny zabytkowy budynek, który z jakichś przyczyn za zabytek uznany nie został.
Po drugie dziwnym trafem, często, by nie powiedzieć niemal regularnie płoną w Białymstoku stare drewniane, a i nie tylko drewniane budowle, które stoją na gruncie będącym własnością miasta. Scenariusz z reguły wygląda w następujący sposób:
- najpierw z budynku wysiedlani są jego lokatorzy, później budynek płonie, a następnie nie opłaca się go remontować, więc się go burzy, a działkę sprzedaje się prywatnemu inwestorowi, który stawia na niej kolejne bezstylowe i szpetne bloki. A jako winnych podpalenia, a raczej zaprószenia ognia, przedstawia się bezdomnych, dzikich lokatorów.
W ten sposób płonęły liczne drewniane domki na Bojarach, które jako cała dzielnica tak na dobrą sprawę powinny zostać uznane za zabytek. Sam też pamiętam jak w płonął zabytkowy (choć formalnie uznany za zabytek chyba nie był) murowany budynek z XIX wieku przy najbardziej reprezentacyjnej ulicy XIX-wiecznego miasta – Warszawskiej. Oczywiście także został wyburzony, działka sprzedana, a na działce postawiono bloki.
Ale to wszystko jest pewnie kwestią czystego przypadku. Miasto ma działki, bezdomni zaprószają ogień w budynkach, w których mogą schronić się przed śniegiem, mrozem, chłodem i deszczem, a inwestorzy mają działki. Nic nadzwyczajnego.
Pamiętam jak kiedyś zdarzyło mi się czytać o włodarzach miasta z czasów PRLu, którzy przyjechawszy ze wsi do miasta (nie mam Broń Boże, nic przeciwko ludziom ze wsi), by zmienić jego oblicze, zanadto przypominające im wieś ze względu na zbyt dużą ilość drewnianych domków, lekką ręką wydawali decyzje o ich burzeniu, a na ich miejscach ochoczo wznosili nowe osiedla z wielkiej płyty, z 11 – piętrowymi wieżowcami! W ten sposób mieli podobno rekompensować sobie kompleks pochodzenia, tak to widzieli miejscowi socjologowie.
Później pod koniec lat 90-tych część lokalnej społeczności podjęła walkę o zachowanie starych Bojar – dzielnicy drewnianych starych domków niemal w sercu miasta, otoczonych bujnymi i rozległymi ogrodami, niczym na wsi. Większość jednak mieszkańców “wielkiego miasta” uznała owych zapaleńców za nieszkodliwych dziwaków, a w myśl zasady “psy szczekają, a karawana idzie dalej” decydenci dalej robili swoje, tyle że już w “demokratycznym państwie prawa”.
Teraz już mało kto walczy o zachowanie starej zabudowy Białegostoku, w porównaniu z warszawską, krakowską, lubelską, toruńską czy jakąkolwiek inną jest zwyczajnie obciachowa, miejscowa klasa średnia nie po to ściągnęła do stolicy makroregionu, by nadal mieszkać w prowincjonalnym miasteczku, trzeba więc stawiać bloki, apartamentowce, jak najszybciej, i jak najwięcej. I to jest zrozumiałe, szkoda tylko, że odbywa się kosztem starej zabudowy, bez względu na to, jaka ona jest. Te cenniejsze kamienice zostały zniszczone – Białystok został zburzony w bodaj 80% w czasie II wojny światowej. Warto więc chronić to, co pozostało, i co przypomina o wielokulturowej przeszłości miasta – w tym domu, który płonął w piątek widniały jeszcze ślady po mezuzach (pojemniczkach, w których znajdowały się karteczki z wersetami z Tory) - nawet, jeśli nie są to okazałe budowle. Białystok był miastem robotniczym i zdecydowaną większość zabudowy stanowiły skromne budowle, ale innych mamy niewiele, więc warto dbać i o te pozornie niepozorne.
