Home

Advertisement

Customize
clanok

November 2009

S M T W T F S
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Tags

Syndicate

RSS Atom
Powered by LiveJournal.com

Aug. 24th, 2008

clanok

"Newski prospekt" po latach

Nie wiem czy to już nieumiejętność czytania całym sobą, każdą swoją cząstką, każdym nerwem, czy niewystarczająca znajomość języka rosyjskiego, by czytać w oryginale? Po latach od pierwszego przeczytania “Newskiego prospektu” na pierwszym czy drugim roku studiów, postanowiłem przeczytać to opowiadanie Gogola w oryginale. Przeczytałem, ale bez większych emocji, bez towarzyszącego pierwszemu czytaniu napięcia i nerwów. Podobna rzecz zdarzyła mi się około roku temu, gdy również po latach postanowiłem powrócić do “Pierwszej miłości” Turgieniewa. Wówczas także jej lektura - ale już w oryginale - nie wykrzesała ze mnie dawnych emocji, towarzyszących odkrywaniu Turgieniewa na drugim roku studiów. Może takie są uroki czytania wielkiej literatury po raz kolejny? Może czytać po kilka razy tych samych lektur nie powinienem? Przecież opowiadania Płatonowa także czytałem w oryginale, z jeszcze słabszą znajomością języka rosyjskiego niż obecnie, ale nie czytawszy ich nigdy wcześniej. I te poruszały mnie do głębi, przeszywały na wylot, kłuły, rwały, raziły ból bólem. To dodatkowa, nieoceniona funkcja wartościowej literatury - opisując i analizując cierpienie i zło, ulecza z rozpaczy i niemożności radzenia sobie z nie zawsze przyjaznym światem. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale te same opowiadania Płatonowa, które doprowadzały moją przyjaciółkę do przygnębienia, do których wracać nie chciała, i których nie ceniła, mnie przed smutkiem i przygnębieniem ratowały, dawały energię, odwagę i siłę.

A może umiejętność czytania całym sobą, z napięciem malującym się nawet w rysach twarzy odchodzi z czasem bezpowrotnie? Może to ta przeklęta dorosłość odbiera taką zdolność, szczerość i potrzebę przeżywania fikcji, która fikcją tak do końca przecież nie jest?

Pośpiesznie i niemal kompulsywnie poszukuję od jakiegoś już czasu opowiadania, książki, wiersza, które wstrząsnęłyby mną do głębi, wyrwały z odrętwienia, sprawiły bym poczuł, że żyję, skoro życie nie dostarcza zanadto wielu takich zdarzeń.

Aug. 15th, 2008

clanok

Świat rzeczywisty a literatura

Czy można mieć pretensje do literatury, że fałszuje świat? Naiwny student czytając Dostojewskiego, Turgieniewa, Gogola wierzy, że jest gdzieś ten lepszy świat, choć tak naprawdę autorzy nie pozostawiają mu żadnych złudzeń. Naiwny student wierzy, że te książki tworzą lepszy świat, którego co prawda nie ma na wyciągnięcie dłoni, ale on dobrze wie, że ów lepszy świat istnieje gdzieś dalej, dalej od prowincjonalnego miasta, nawet nie w jakichś metropoliach, ale gdziekolwiek indziej, tylko nie tu, bo świat nie może być taki zły wszędzie. Gdzieś są lepsi ludzie, lepsze miejsca.

Student wyczytuje z książek to, co chce wyczytać, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Czyta je całym sobą, chłonie każdym swoim nerwem, każdą swoją cząstką. Dopiero teraz, 8 lat po studiach, nabrawszy dystansu do wszystkiego jest w stanie wyraziście dostrzec całą swoją łatwowierność i nabożność w stosunku do literatury. Cóż z tego, że prawdziwość świata wyłożył Dostojewski w jego ulubionym “Idiocie” czy “Białych nocach”, skro on i tak czytał je na opak, tak aby się łudzić i pielęgnować świat wyobrażony, świat, którego nie ma, i przecież tak naprawdę autor go nie zwodził, nie dawał złudzeń. Dopiero dziś zaczyna rozumieć, że - jakby paradoksalnie to nie brzmiało - ten cały zawiły świat przedstawiony nadziei jednak nie odbiera, a wręcz przeciwnie, on ją z czytelnika wydobywa, ale wymaga od niego przede wszystkim pełnej, bolesnej, posuniętej do granic wytrzymałości świadomości Rzeczywistości. Jakby chciał powiedzieć - nie trać nadziei, ale nie miej też złudzeń, bo jeśli będziesz miał złudzenia stracisz i nadzieję. Świat własny, wymyślony, wymarzony, wyidealizowany nie istnieje, nie szukaj go w książkach, ucz się z nich prawdy aż do bólu, ale nie trać wiary i nadziei. Niekończąca się łatwowierność doprowadzi cię do obłędu i odbierze wszystko.

Cóż z tego, że Turgieniew w “Pierwszej miłości” przedstawił obraz młodej, pięknej i szlachetnej kobiety kochającej mężczyznę - ojca bohatera powieści - który w jednej z opisanych scen (podejrzanej przez młodego bohatera) uderza ją po rękach szpicrutą, a ta go kocha jeszcze mocniej. To przecież patologia, owszem w jakiejś części świat istniejący i prawdziwy, ale przecież nie wyczerpujący całej złożoności rzeczywistości. Cóż z tego, że naiwny student zetknął się z podobnym obrazem miłości wiele razy, to przecież nie może być regułą. Ale ta tajemnica miłości jest wciąż - już nie dla studenta - prawdziwą tajemnicą i zagadką.

Advertisement

Customize