Home

Advertisement

Customize
clanok

November 2009

S M T W T F S
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Tags

Syndicate

RSS Atom
Powered by LiveJournal.com

Sep. 4th, 2009

clanok

Co Polacy o Białorusi i Białorusinach wiedzą, a co wiedzieć powinni?

"Gość Niedzielny", którego odkryłem około roku temu wydaje się być jednym z naibardziej interesujących tygodników katolickich w Polsce; otwartym, ciekawym i niebojącym się świata, problemów społecznych z jakimi boryka się współczesny świat, słowem czasopismem, które nie lęka się dialogu z postmodernistycznym światem, nie demonizuje i nie egzorcyzmuje go. I w zasadzie moja opinia nie zmieniła się. Rozczarował mnie natomiast nieco pewien artykuł z numeru 35 z dnia 30 sierpnia 2009 r. Barbary Gruszki - Zych pod tytułem "Madonna, korona i łzy" poświęcony niedawnej - bo z 22 sierpnia - uroczystości koronacji obrazu Matki Bożej Brasławskiej, a w nim przede wszystkim taki oto passus: "Na Białorusi przeważają wyznawcy prawosławia. Wyjątek w statystykach stanowi parafia w Brasławiu. - 70 procent mieszkańców to katolicy, większość z nich ma polskie korzenie (...)" I niby wszystko jest w porządku, wielce możliwe, że większość owych 70 % stanowią osoby mające polskie korzenie. Swoją drogą warto postawić pytanie czy ktoś przeprowadził jakieś wiarygodne badania w tej materii? Inna rzecz czy takie badania prowadzić warto? Problem tkwi w czym innym. W Polsce funkcjonuje głęboko zakorzeniony stereotyp, że niemal każdy katolik na Białorusi ma polskie korzenie. Zabawnie o tego typu podejściu napisała jedna z moich ulubionych blogerek emieryka w poście "Wesołe (i nie zanadto wesołe) historie" z dnia 26 sierpnia 2009 r.:

"Na dniach dzwoniłam do Grodna, żeby porozmawiać z kierownikiem pewnej katolickiej organizacji. Zadaję mu pytania po białorusku i uprzejmie słucham odpowiedzi po polsku. Dzięki Bogu, rozumiemy się całkiem dobrze. Po dziesięciu minutach takiej dwujęzycznej rozmowy mój rozmówca nieoczekiwanie mówi (naturalnie po polsku):
- A teraz przejdźmy do rozmowy o Pani polskich korzeniach..."

Kiedyś o problemie nieznajomości ze strony polskich urzędników konsularnych języka białoruskiego pisał johncupala. Nie potrafię doprawdy pojąć jak można wysyłać do pracy na Białorusi osoby nie znające języka białoruskiego - aż się boję pomyśleć czy znające historię, kulturę i mające wyobrażenie o współczesnych problemach politycznych. Teraz jeszcze pojawia się problem osób mających nieszczęsne poczucie misji "przywracania polskości" Białorusinów katolików. Wielu Polaków wciąż niestety nie wie, że zbitka Polak - katolik, Białorusin - prawosławny nie ma nie tylko zastosowania do Białorusi, ale też nie musi mieć zastosowania do białostocczyzny. Całkiem niedawno w białoruskim czasopismie poświęconym sprawom społeczno - kulturalnym "Czasopis" wydawanym w Białymstoku pojawił się artykuł Krzysztofa Gosa, w języku białoruskim, o nabożeństwach katolickich odprawianych w małym białym barokowym kościółku z XVII wieku przy białostockiej katedrze. Co prawda autor przyznaje, że większość uczestniczących w nabożeństwie stanowili prawosławni Białorusini, to jednak ma nadzieję, że grono białoruskich katolików z mszy na mszę będzie się zwiększać.

Warto jednak pamiętać o tym, że na białostocczyźnie czy na Białorusi katolicy nie muszą być Polakami. Na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego wielu etnicznych prawosławnych Rusinów lub Litwinów po 1596 roku przyjmowało Unię Brzeską. Unia na ziemiach zaboru rosyjskiego została zlikwidowana w 1839 roku, wielu unitów było wówczas siłą nawracanych na prawosławie. Po wydaniu jednak ukazau tolerancyjnego w 1905 r. przez cara potomkowie unitów nie mogąc powrócić do Unii, która przecież nie została odnowiona, przechodziło na katolicyzm (dotyczy to także Podlasia południowego). Stąd też dziwić nie mogą białoruskojęzyczni katolicy w okolicach Sokółki czy Korycina (około 40 km na północny wschód i na północ od Białegostoku). Nawet jeśli ci uważają się za Polaków, to warto pamiętać o tym, że ich korzenie tkwią w etnosach białoruskich lub też litewskich.

Pamiętam, że mając 12 lat znalazłem się pod koniec lat 80-tych na Białorusi w okolicach Głębokiego i Postaw, odwiedziliśmy wówczas pewną kuzynkę w Mosarzu. Mieszkała samotnie w urokliwym drewnianym domku nieopodal mosarskiego kościoła. To co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to to, że rozmawiała z nami w języku białoruskim, a my oczywiście po polsku. Nie wiem czy uważała się za Polkę czy Bialorusinkę. Tak jak nie wiem czy mąż innej naszej kuzynki, który określał się jako prawosławny - w czasie drugiej wojny wiernie służył w polskim wojsku - uważał siebie za Polaka czy Białorusina. Zakładanie z góry, że każdy katolik na Białorusi ma polskie korzenie wydaje mi się arogancją i ignorancją jednocześnie. Kościół katolicki jest kościołem powszechnym, w którym narodowości odgrywają rolę drugorzędną, i chyba warto o tym pamiętać.

May. 7th, 2009

clanok

Litewskie obrazki, w drodze do Miednik, maj 2009

Szosa Wilno - Miedniki Królewskie, Vilnius - Medininkai, do przejścia granicznego z Białorusią, a dalej Medininkai - Mińsk. Gdzieś w połowie drogi skręcamy w lewo, żwirówką, na której wzbijamy duszące tumany kurzu, odbijamy w stronę sosnowego lasku, kilkadziesiąt metrów od asfaltówki. W czasie krótkiego postoju w lusterku dostrzegam babuleńkę wysiadającą z samochodu, który przystanął na chwilę na szosie. Przygarbiona, w chustce na głowie, wolno i z trudem zmierza w naszą stronę. Po kilku minutach podchodzi do otwartego okna samochodu i pyta czy nie moglibyśmy jej podwieźć do sklepu widocznego w wiosce na horyzoncie. Wioska z daleka wygląda jak te, które jeszcze u schyłku ZSRR pod koniec lat 80-tych, będąc malcem odwiedziłem w sowieckiej wówczas Białorusi. Nijak nie jest to nam po drodze, ale wieziemy babcię do sklepu. Niebieski, parterowy, murowany budynek. Babcia wysiada z samochodu, chce nam kupić lody, od których się wymawiamy, ale czekamy na nią, bo jedziemy do Miednik, a ona mieszka niedaleko Miednik, więc teraz będzie nam wszystkim po drodze.

Krzysiek kracze, że babcia i tak kupi nam lody, i wykrakał, z chlebem pod pachą i czterema lodami w przezroczystej foliowej torebce kuśtyka nasza babuleńka, z szerokim uśmiechem rozświetlającym pooraną bruzdami twarz. Wymawiamy się dalej, bez skutku, babcia nie ma dzieci i nie ma wnuków, nie ma komu dać tych lodów, więc poddajemy się i przyjmujemy podarek. W drodze do Miednik babcia opowiada nam niemal całe swoje życie. Mówi w języku białoruskim, ale zupełnie innym niż ten, który tak często zdarza mi się słyszeć w okolicach Białegostoku. Momentami brzmi, jak język polski, zwłaszcza akcent, niektóre słowa są takie same, niektóre jakby wzięte z języka rosyjskiego, ale nie ma chyba tej rosyjskiej melodyki i rytmu, pod tym względem bliżej mu raczej do polskiego. Chwilami jego twardość przywodzi na myśl ukraiński, ale to też nie to, to nie ten rodzaj twardości. Tak czy owak brzmi pięknie i ciekawie. W końcu nie wytrzymuję i pytam co to za ładny język, którym włada nasza babcia, a ona mi odpowiada na to:

- Mówią, że białoruski.

Kobieta troszkę się żali, w pewnym momencie wybucha płaczem. Ojciec zmarł w roku 1959, jedną siostrę pochowali, gdy miała 6 lat, druga zmarła nieco później, babcią nie ma kto się opiekować, ale w czasie naszej niedługiej przecież rozmowy uśmiech często pojawia się na jej dobrej twarzy. To jest właśnie to dobro, ta życzliwość, szczerość i bezinteresowność, której doświadczyłem będąc jeszcze 12 - letnim chłopcem, odwiedzającym rodzinę na Białorusi. I jakie to może za znaczenie, że babcia jest Białorusinką, a wszystkie moje babcie i prababcie, które znałem, a o których tyle słyszałem, uparcie podkreślały, że były Polkami, i to jeszcze szlacheckiego pochodzenia. To wszystko są jakieś przesłony, zupełnie nic nie znaczące powłoki, skoro babcia, która obdarza nas takim zaufaniem, i te moje, które są już gdzieś w niebie, stanowią ten sam typ człowieka, ten sam typ osoby.

W kotlince rozświetlonej popołudniowym słońcem dostrzegamy dwuspadowe dachy drewnianych domków, zieleń bez deszczu jest sucha, nie ma w niej wiosennej witalności i bujności; nasza babcia żegna się z nami, odchodząc pozostawia nam kilka zapadających w pamięć życzliwych słów, z którymi nie rozstaniemy się chyba nigdy.

Jedziemy dalej do Miednik…

CDN

May. 20th, 2008

clanok

Polska wiernym sojusznikiem Izraela

Wszystko wskazuje na to, że Polska zalicza się w ostatnich latach do jednego z najwierniejszych sojuszników Izraela, obok Stanów Zjednoczonych i Niemiec. I to może tylko cieszyć. Najwyższy czas byśmy mieli dobre relacje z narodem, który powinien - ze względu na historię, ale też względy natury kulturowej - być jednym z najbliższych nam narodów.

Świetnego wywiadu na temat relacji polsko - izraelskich udzielił dla sobotnio - niedzielnej a "Rzeczpospolitej" prezydent RP - Lech Kaczyński. Pomimo tego całego wykształciuchowskiego jazgotu (tak, wierzę w to, że gatunek ludzki o nazwie wykształciuch istnieje, i nie ma on nic wspólnego z inteligencją), nagonek na prezydenta, trzeba przyznać, że politykę zagraniczną, zwłaszcza w odniesieniu do Izraela czy w kierunku wschodnim, prowadzi wyśmienitą. Lech Kaczyński na pytanie Piotra Zychowicza:

"W jednym z wywiadów udzielonych niegdyś izraelskiej prasie powiedział pan prezydent, że Polacy i Izraelczycy są jak bliscy krewni."

odpowiedział w następujący sposób:

"Bo tak w istocie jest. Przez osiemset lat duża część narodu żydowskiego żyła w ówczesnej Polsce. (...) W ciągu tych ośmiu wieków Żydzi budowali tu swoją tożsamość i rozwijali swoją kulturę. Żydowskie oświecenie, żydowskie ruchy polityczne m.in. syjonizm - oraz religijne, jak chasydyzm, rodziły się właśnie w Polsce. To tutaj mieszkali najwięksi żydowscy rabini i najbardziej znani cadykowie. Żydzi zajmujący się uprawą roli, a także tacy, którzy przeszli do stanu szlacheckiego."

Dalej prezydent mówił:

"Od XIX wieku na większą skalę rozpoczął się proces asymilacji Żydów i zwiększanie ich udziału w życiu społecznym, w tym w rodzącym się ruchu narodowo-patriotycznym.

Warto przy okazji wspomnieć o ich udziale w polskich zrywach narodowych, na przykład o słynnym Berku Joselewiczu, pułkowniku wojska polskiego, uczestniku powstania kościuszkowskiego, a następnie armii Księstwa Warszawskiego (poległ w wojnie z Austrią 1809 roku), czy o żydowskich członkach Gwardii Narodowej podczas powstania listopadowego oraz o istotnym udziale Żydów w powstaniu styczniowym. Leopold Kronenberg, przywódca stronnictwa Białych przed powstaniem 1863 r., był przecież pochodzenia żydowskiego. Ktoś mógłby powiedzieć, że tak było i w innych narodach. Zgoda. Ale nigdzie nie odbywało się to na tak dużą skalę."


Cały wywiad opublikowany pod znamiennym tytułem "W Izraelu czuję się jak w domu" powinien być dostępny na tej oto stronie:

http://www.rp.pl/artykul/135271.html

Wydaje się, że stopniowo relacje polsko - żydowskie, w wielu wymiarach wciąż jeszcze skażone licznymi negatywnymi stereotypami, ulegają znaczącej poprawie, na szczeblu władz najwyższych już są bardzo dobre, teraz pozostaje pole dla działań obywatelskich.

Sam razem z kolegami wpadłem na pomysł, by utrwalać ślady obecności Żydów w historii Białegostoku za pomocą aparatu fotograficznego i słowa. Owoce naszej pracy opatrzone komentarzem w języku angielskim publikuję na anglojęzycznym blogu.

Żydów podobnie zresztą jak i mieszkających tu Białorusinów, Rosjan, Tatarów, potomków Niemców postrzegam może nieco naiwnie, sentymentalnie i w sposób egzaltowany, jako moich braci. Idea braterstwa narodów, choć nieco zdewaluowana przez werbalne jej nadużywanie, jest mi szalenie bliska, dlatego też mądre i ciepłe słowa wypowiedziane przez mojego prezydenta, wnoszące zupełnie nową jakość do relacji polsko - żydowskich uważam za niezwykle ważne. Najwyższa pora, by doprowadzić do prawdziwego, szczerego, uwarunkowanego względami historycznymi i kulturowymi, pojednania między tymi dwoma narodami.

Advertisement

Customize